niedziela, 14 grudnia 2008

Niedzielna praca w gówno się obraca

Czy tylko mój mąż ma takie swoje (lub zapożyczone) sentencje, z cyklu: "mądrości ludowe", "mądrości męża" lub też "jak wymigać się od robienia czegokolwiek"? Eeee… jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby był on aż tak wyjątkowy ;P


Odkąd pamiętam, unika niedzielnej pracy. Ale nie chodzi tu o "pracę pracę", ale jakieś zajęcia domowe, typu: wymiana żarówki czy składanie kupionego regału. Ponoć, tak przynajmniej twierdzi, zawsze takie robótki w ten właśnie dzień tygodnia kończą się większą lub mniejszą katastrofą. I oczywiście nigdy nie jest to jego wina, tylko tego, że robi to w niedzielę…


No i muszę go zmartwić, bo w końcu mam kontrargument. I to silny. Całkiem niedawno zmienił baterię w zlewie w kuchni (tak, wiem, jestem rewelacyjna, że tak świetnego męża sobie wybrałam ;P). Właśnie w niedzielę. Wyszło mu to sprawniej i lepiej niż niejedna "nieniedzielna" robota. I co? Dni tygodnia mu się pochrzaniły? Czy też może to gówno prawda, że niedzielna praca w gówno się obraca? :)


Miejsce zasłyszenia: kuchnia, moje mieszkanie

Czas zasłyszenia: regularnie od 9 lat, ostatnio: 7.12.2008

Brak komentarzy: