sobota, 3 stycznia 2009

Ordynarnie piękna

Patrzysz na kobietę, rzucasz tylko okiem i od razu widzisz, że jest cudowna. Nie doszukujesz się piękna, ono Cię atakuje. Podoba Ci się; nie tylko Tobie, właściwie wszystkim. Albo inaczej: każdy przyzna (niezależnie od płci i orientacji), że brzydka ona nie jest, a wręcz przeciwnie. Bez wątpliwości, najmniejszych. Taka ordynarnie piękna.


Angelina Jolie, Monica Bellucci, Salma Hayek…


Zapadają w pamięci. Krótkotrwałej. Tak przynajmniej twierdzą ci, którzy wokół mnie się kręcą (lub kręcili). Może to wynika jedynie z ich dyplomacji i wyczucia taktu? Bo oczywistym jest, że daleko mi do wszelkich piękności. W każdym razie żaden ze wspomnianych nie wyrzuciłby ich z łóżka. Ale tak naprawdę zapamiętują te, w których szeroko pojęte piękno siedzi głębiej niż w gruczołach mlecznych. Długotrwale. I tej wersji wolę się trzymać ;P


Miejsce zasłyszenia: praca

Czas zasłyszenia: jakiś rok temu, może więcej

Brak komentarzy: